Westerplatte.pl - Wojskowa Składnica Transportowa

PRÓBA OBRONY MAJORA PRZEZ MAJORA

Mjr Andrzej Szutowicz

Modne od kilku lat twierdzenie, że faktycznym dowódcą obrony Westerplatte był kpt. Franciszek Dąbrowski, a etatowy dowódca mjr Sucharski z powodu załamania nerwowego stracił zdolność dowodzenia, nie jest całkowicie przekonujące. Uważam, że takie pojmowanie dowodzenia obroną Westerplatte jest zbyt uproszczone, a na pewno krzywdzące dla mjr Sucharskiego. Osobiście ostrożny byłbym w serwowaniu jednoznacznie negatywnych opinii o mjr H. Sucharskim. Natomiast posługiwanie się przez krytyków, argumentami o jego plebejskim pochodzeniu uważam za niedopuszczalne. Także zarzuty, że Sucharski nie znał języka niemieckiego są bzdurne. Maturę zdał w zaborze austriackim wiec siłą rzeczy musiał znać ten język. Słuszne jest twierdzenie, że dużo sympatii dla Sucharskiego można znaleźć w twórczości Wańkowicza, który zrobił wiele dla ugruntowania legendy o majorze. Spotkali się przypadkowo w kasynie we Włoszech i nawet zagrali ze sobą w szachy. W późniejszym okresie to spotkanie zainspirowało Wańkowicza do napisania książki o Westerplatte. Zarzut, że Wańkowiczowi Sucharski nic nie powiedział o Dąbrowskim, nie jest potwierdzony i nie przekonuje. Wańkowicz był niezłym "bajerantem" i dla swoich koncepcji twórczych wiele faktów pomijał. Znajduje to potwierdzenie w wojennej literaturze pamiętnikarskiej żołnierzy II Korpusu.

Opinię Sucharskiemu popsuł Mariusz Borowiak w " Małej flocie bez mitów", który na podstawie relacji kpt. Dąbrowskiego, por. Grodeckiego i ppor. Kręgielskiego (wspomagając się wybranymi fragmentami wspomnień innych żołnierzy) podważył legendę majora.

Sucharski nie był człowiekiem ze spiżu, posiadał cechy charakteru, które w życiu raczej mu nie pomagały. Był oszczędny, skryty, małomówny i chyba nieśmiały, szczególnie do kobiet. Zważywszy, że całe swoje młodzieńcze i dorosłe życie spędził w mundurze, nabył również gro przyzwyczajeń charakterystycznych dla tego zawodu. Był zarozumiały, pedantyczny w ubiorze, surowy, regulaminowy, utrzymywał dystans do podwładnych. Choć jego kariera wojskowa nie była imponująca, był jednak oficerem - majorem służby czynnej z wszystkimi typowymi dla tej grupy wadami, z których najgorsza była pogarda (lekceważenie) dla oficerów rezerwy. Dowodem takiego traktowania był por. Grodecki, któremu jako oficerowi rezerwy nie zezwolił (mimo wniosku Dąbrowskiego) na spożywanie w kasynie posiłków przy wspólnym oficerskim stole. Na pewno niechęć Sucharskiego potęgowało wykształcenie politechniczne porucznika. Przez takie zachowanie por. rez. Grodecki mógł czuć się poniżony i to poniżenie mógł odreagować w swoich relacjach, nawet w formie uwypuklenia pewnych zachowań Sucharskiego.

Ppor. Kręgielski przybył na Westerplatte 4 sierpnia 1939 r., czyli znał Sucharskiego zaledwie miesiąc, jednak wystawił mu złe świadectwo. Kręgielski, jako młody porucznik mógł majora nie lubić. Była między nimi duża różnica wieku, funkcji i doświadczenia. Po prostu obaj reprezentowali różne epoki. Nawet w dzisiejszych czasach w relacjach stary przełożony - młody podwładny, ten drugi na ogół nie lubi pierwszego. Należy wątpić w cytowane świadectwo Kręgielskiego, że Sucharski nie posiadał "dużej wiedzy wojskowej".

Myślę, że jako uczestnik I wojny światowej, walk o niepodległość, wojny 1920 r. mając także doświadczenie dowodzenia w czasie pokoju (w tym w 35 pp.) major posiadał niezbędną wiedzę do dowodzenia składnicą Westerplatte i uważam, że te jego umiejętności oraz walory osobiste (kawaler) zdecydowały o powierzeniu mu tego stanowiska. Gdyby Sucharski nie miał potrzebnej wiedzy nigdy nie zostałby dowódcą tak ważnej placówki, tym bardziej, że pewne było iż w razie wojny dojdzie tu do nieuniknionego starcia zbrojnego. W 1939 r. nie mieliśmy aż tak głupich decydentów wojskowych, aby ważne ze względów strategicznych obiekty wojskowe powierzane były dyletantom.

Czy zastępca Sucharskiego kpt. Dąbrowski miał też jakikolwiek powód aby pomniejszyć zasługi majora?

Uważam, że tak, gdyż kpt. Dąbrowski służył na Westerplatte od 1937 r. a więc dłużej niż major. Mógł liczyć, że to on zostanie dowódcą składnicy. Był na pewno " bystrzejszy" od majora i wydaje się, że sprawniejszy w dowodzeniu. Dąbrowski miał pełną świadomość, że to on przyczynił się do tak długiej obrony składnicy. Jednak chwałę za to zebrał Sucharski i to właśnie Dąbrowskiego "bolało" (mimo, że odpowiedzialność za obronę półwyspu sprawował przez cały czas właśnie Sucharski).

Relacja Dąbrowskiego została spisana już po wojnie, gdy rosła legenda Westerplatte, dlatego może być nie w pełni obiektywna, chociaż w faktach zasadniczych nie można jej kwestionować.

Komendantem Westerplatte od 1938 r. był mjr Sucharski. Na pewno ze swoich obowiązków wywiązywał się dobrze, gdyż brak jest jakichkolwiek negatywnych relacji o nieprawidłowościach jego dowodzenia. Składnica funkcjonowała bez zastrzeżeń, wszystkie służby działały prawidłowo, była przygotowana do obrony, morale i wyszkolenie załogi było dobre, czyli pokojowy etap gotowości bojowej mjr Sucharski wykonał bardzo dobrze. Gdyby było inaczej, zostałby zdjęty ze stanowiska. Jego zastępca kpt. Dąbrowski był w tej pracy jakby uzupełnieniem komendanta, dlatego pozostawał z nim w stosunkach koleżeńskich (Sucharski tylko z nim był na "ty"). Tę relację zmienił wybuch wojny, a szczególnie wieczór 2 września. Do tego dnia nikt nie kwestionuje dowodzenia obroną przez mjr Sucharskiego. Sucharski wykonał zadanie obrony składnicy przez 12 godzin, a nawet zdecydowanie ( ponad trzykrotnie) ten czas wydłużył. Po ataku lotniczym, wiedząc, że składnica pozbawiona jest czynnej obrony przeciwlotniczej podjął decyzje o kapitulacji.

Zachodzi pytanie - czy dowódca po wykonaniu zadania, wiedząc o totalnym załamaniu frontu (2 września) mógł podjąć taką decyzję?

Otóż tak. Gdyby składnica kapitulowała wieczorem 2 września, zwyciężona wielką przewagą Niemców, mjr Sucharski mógł nawet dostać za jej obronę krzyż Virtuti Militari, ale nie byłoby legendy. Legenda powstała dzięki kpt. Dąbrowskiemu, który zdecydowanie sprzeciwił się kapitulacji, co stało się ponoć przyczyną poważnego kryzysu psychicznego majora, ale nie zwolniło go z odpowiedzialności za obronę i to on wyraził zgodę na kontynuowanie walki.

Nie kwestionuję ataku choroby majora (po bombardowaniu i po zdecydowanym sprzeciwie Dąbrowskiego) w dniu 2 września, jednak nie zgadzam się z jednoznacznym określeniem tego, jako objawu tchórzostwa. Mjr Sucharski mógł być najzwyczajniej chory (zmarł po operacji 6 lat później), mógł także dostać przysłowiowego "szału" po niesubordynacji Dąbrowskiego lub mógł załamać się po śmierci ordynansa, Józefa Kity. Ponieważ jest kilka możliwości, dlatego przyczyn tego "ataku" nigdy nie poznamy. Prawdę mógł znać kpt. dr Słaby. Zamordowanie tego oficera przez UB uniemożliwiło poznanie jego relacji.

Na zły stan psychiczny majora mogły mieć również wpływ takie czynniki jak :

  • wybuch wojny,
  • poczucie osamotnienia,
  • niemiecka przewaga militarna,
  • troska o ludzi,
  • utrata osobistego majątku,
  • perspektywa klęski i niewoli,
  • ciężar odpowiedzialności za podjęte decyzje,
  • obawa przed śmiercią załamanie nerwowe,
  • obawa o los najbliższych itp.

Dlatego uważam, że mjr Sucharski mógł "podłamać" się psychicznie, ale nie miało to dużego znaczenia dla jego sprawności umysłu. Np. decyzja o niszczeniu tajnych dokumentów i szyfrów nie jest pozbawiona logiki. Mjr Sucharski miał prawo do zmiany swego nastroju, gdyż dźwigał potężne brzemię odpowiedzialności. Nie ponosił jej bezpośrednio kpt. Dąbrowski.

Ta relacja trwała przez cały okres obrony i była to relacja między dowódcą i jego zastępcą. Broniąc postawy Sucharskiego należy również rozważyć problem, czy był sens wtrącania się w decyzje kpt. Dąbrowskiego, jeżeli przynosiły one wyraźne efekty. Otóż na pewno nie.

Zdając sobie sprawę, że komendy Dąbrowskiego są trafne i decydują o skuteczności obrony, Sucharski mógł czuć kompleks w stosunku do swego zastępcy, ale nie oddał mu dowodzenia. Po 2 września major wprowadził system kolektywny tj. przed podjęciem kolejnych decyzji o dalszej obronie (bo on te decyzje podejmował), konsultował się z podwładnymi i choć sam chciał kapitulować, jednak tego po konsultacjach nie robił. Przy sprawności dowódczej kpt. Dąbrowskiego rola majora była ograniczona, choć jako decydenta nadal pierwszoplanowa.

Sucharski godząc się na kontynuowanie walki miał jeden ważny dylemat - skapitulować w najbardziej odpowiednim momencie, gdy zostaną wyczerpane środki materiałowe, medyczne i możliwości psychiczne żołnierzy, a straty w ludziach będą jeszcze minimalne. Choć duch walki był nadal wysoki, decyzje tę ostatecznie podjął 7 września. Mimo sprzeciwu oficerów pozostał nieugięty. Świadczy to o tym, że gdyby rozkaz o kapitulacji został wydany 2-go,3-go,4-go,5-go,6-go września Westerplatte i tak by skapitulowało, gdyż załoga była karna i posłuszna rozkazom dowódcy. (Uważam, że mjr Sucharski do końca życia nie powrócił do pełnego komfortu psychicznego. W niewoli i później we Włoszech dręczyły go myśli, czy ten 7 dzień był optymalny dla kapitulacji).

Dalsze kontynuowanie walki niczego by nie zmieniło. Legenda o Westerplatte zaczęła już żyć własnym życiem. 7-dniowa obrona przy miażdżącej przewadze Niemców była już wtedy nieprawdopodobna. Decyzja majora Sucharskiego uratowała życie zdecydowanej większości członków załogi. Zwlekanie z nią mogłoby doprowadzić do masakry. Podjął ją dowódca w pełni odpowiedzialny za los podwładnych.

Najważniejsze decyzje tej obrony: o kontynuowaniu walki po 2 września oraz o ostatecznej kapitulacji podjął mjr Sucharski i dlatego słusznie jego nazwisko kojarzone jest z rozumnym dowodzeniem obroną placówki. Kpt. Dąbrowski był bardzo dobrym żołnierzem, ale jego energia mogłaby doprowadzić do tragedii. Wyhamował go w porę dowódca, mjr Sucharski. Gdyby Dąbrowski był dowódcą obrony Westerplatte, na tym półwyspie byłoby prawie dwieście grobów bohatersko poległych żołnierzy, najprawdopodobniej razem ze swoim dowódcą. Gdyby Sucharski nie miał zastępcy kpt. Dąbrowskiego - Westerplatte kapitulowałoby 2 września i nie byłoby to tchórzostwo.

Stało się inaczej. Los zetknął tych ludzi, uzupełniając się wzajemnie stworzyli jedną z najwspanialszych legend polskiej historii. Dlatego nie ośmieszajmy mjr Sucharskiego i nie obniżajmy zasług kpt. Dąbrowskiego - obaj zasługują na pamięć. Sucharski zmarł w 1946 roku w Neapolu, był dowódcą batalionu, nieprawdą jest, że został po śmierci generałem, spoczywa na skromnym cmentarzu poległych obrońców na Westerplatte jako major.